Zatoka Ha Long to jedna z największych, jeśli nie największa, atrakcja turystyczna tego kraju. Od momentu w którym zobaczyłem jej zdjęcie w jednym z przewodników, wiedziałem że muszę tam pojechać. No i się udało :)
Ha Long zajmuje olbrzymi teren (ponad 1500 km kw.) więc żeby dobrze ją zwiedzić potrzeba kilka dni. My mieliśmy dwa, ale zobaczyliśmy i tak sporo. No i spędziliśmy noc na statku, co należy do obowiązkowych punktów zwiedzania :)

Tak właśnie wyglądał nasz środek lokomocji - podobnych łajb pływało tam zresztą dziesiątki, jeśli nie więcej. Niestety, żagle rozkładają rzadko i tylko "na pokaz" - tak naprawdę całe pływanie odbywa się na silniku.
Sama zatoka nas oczarowała - chyba najładniejszy widok, jaki dotychczas widziałem w Azji. Potężne wapienne słupy wyrastające z wody przytłaczają swoim ogromem. Jest ich mnóstwo - po kilku godzinach rejsu dalej nie było widać końca. Zobaczcie sami:



Jak ktoś uważał na geografii (bądź chemii ;) to wie, że skały wapienne są bardzo podatny na wypłukiwanie. Dzięki temu w zatoce jest wiele jaskiń, z których część można zwiedzać. Byliśmy w jednej z nich - zrobiła na nas wrażenie wielkością, choć efekt trochę psuło tandetne podświetlenie.

Zatrzymaliśmy się też żeby popływać - zarówno wpław, jak i kajakami. Do jaskiń na własną rękę się nie zapuszczaliśmy, choć trochę kusiły :)

Po atrakcjach przyszedł czas na odpoczynek, więc zalegliśmy na pokładzie i dalej podziwialiśmy widoki.

I tak aż do wieczora - na noc nasz statek zacumował tuż koło rybackiej osady położonej... wprost na jeziorze. Innego wyjścia mieszkańcy pewnie nie mieli, bo strome brzegi uniemożliwiają postawienie domu na stałym lądzie.

Takich osad widzieliśmy zresztą więcej. Niektóre utrzymują się zresztą nie z rybołóstwa a z usług dla turystów - wypożyczalni sprzętu do pływania czy... handlu obwoźnego (opływowego?). Miejscowe kobiety podpływają łódkami do statków i sprzedają słodycze i napoje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz