niedziela, 5 lipca 2009

Zabytki Hanoi

Pisałem na razie o ulicach stolicy Wietnamu, ale Hanoi ma też oczywiście bardziej "książkowe" atrakcje, czyli zabytki. Miasto powstało 999 lat temu i choć liczne wojny pochłonęły część starej zabudowy, to wciąż jest dużo do zobaczenia.

Sercem Hanoi jest Old Quarter, czyli stare miasto. Składające się z 36 ulic, pełnych wąskich kamienic historycznie zajmowanych przez różne cechy (z których część działa do dziś). Niestety, większość budynków jest w fatalnym stanie, ale mimo to można zauważyć pewne perełki, jak np. te:



Lepiej zachowane są inne atrakcje miasta, jak np. świątynia literatury, o prawie tysiącletniej historii. Nazwa trochę myląca, bo "świątynia" była raczej ośrodkiem uniwersyteckim, niż miejscem kultu. Dziś jest to bardzo przyjemne miejsce, w którym można odetchnąć od hałasu miasta.



Bardzo ciekawą częścią miasta jest też tzw. dzielnica rządowa. Wypełniona różnymi instytucjami państwowymi, często umieszczonymi w pięknie odnowionych ogromnych kolonialnych willach (kontrast z zaniedbaniami w innych dzielnicach jest olbrzymi). Z jednej strony było pięknie, ale z drugiej naprawdę poczuliśmy obecność reżimu komunistycznego. W przeciwieństwie do starego miasta, pełnego ludzi, tu byliśmy praktycznie jedynymi pieszymi na szerokich chodnikach! Cały czas czuliśmy na sobie wzrok umundurowanych wartowników, którzy pewnie pilnowali czy nie próbujemy jakiejś wywrotowej działalności, jak np. robienie zdjęć (praktycznie w całej okolicy jest zakaz fotografowania). Specyficzne uczucie.

Na obrzeżach dzielnicy znajduje się mauzoleum Ho Chi Minha i dom w którym mieszkał. Kult Ho Chi Minha w Wietnamie jest podobny do tego jakim w Rosji jest otoczony Lenin, a w Chinach Mao. Trzeba jednak przyznać że w przeciwieństwie do dwóch powyższych nie skupiał się tylko na toczeniu wojen domowych i represjach, ale poprowadził Wietnam do zwycięskiej walki o niepodległość (choć zdobytą kosztem żyć milionów Wietnamczyków).

Samo Mauzoleum jest budynkiem dosyć przytłaczającym a w środku panuje bardzo napięta i poważna atmosfera. "Zwiedzanie" polega na tym, że grupa turystów wchodzi do budynku, przechodzi korytarzami do sali w której znajduje się zabalsamowane ciało przywódcy, następnie... szybko obchodzi je dookoła i wychodzi. Idzie się gęsiego, nie wolno się zatrzymywać, śmiać ani rozmawiać ani oczywiście robić zdjęć. Jeśli ktoś zachowuje się niestosownie to czeka go cierpka reprymenda od żołnierzy - tu z turystami nikt się nie cacka.



Obok znajduje się zbudowane w podobnym stylu muzeum Ho Chi Minha. Do środka już nie zajrzeliśmy, bo wszechobecna propaganda nieco już nas zmęczyła.



Dom wielkiego przywódcy to już bardziej przyjemne miejsce, otoczone parkiem i jeziorkiem. Choć tu też oczywiście propagandy nie brakuje, np. w historiach o tym jak to Ho Chi Minh po pracy karmił pływające w stawie ryby.



To oczywiście nie koniec atrakcji Hanoi - z ciekawszych miejsc widzieliśmy jeszcze piękną dzielnicę francuską, pagody, buddyjskie świątynie i kukiełkowy teatr na wodzie (Wietnamska specjalność) i Muzeum Wojny (zarówno z Francuzami jak i z Amerykanami).



Ale nie chcę już za bardzo "rozdymać" tego wpisu, szczególnie że wciąż przede mną opis wycieczki po Malezji. Więc do następnego wpisu!

1 komentarz:

  1. Na tym pierwszym zdjęciu to największą "perełką" są fantastycznie wkomponowujące się w krajobraz kable elektryczne!
    Aniace

    OdpowiedzUsuń