niedziela, 6 września 2009

Samochody w Singapurze

Jedną z pierwszych rzeczy, które rzuciły mi się w oczy na singapurskich ulicach, to absolutna dominacja azjatyckich samochodów. Niby nic dziwnego - w końcu to Azja :) Ale nie spodziewałem się, że ciężko zobaczyć będzie auto marki innej niż japońska czy koreańska. Później przekonałem się że od tej zasady są dwa istotne wyjątki - Mercedesy i BMW (o dwóch mniej istotnych wyjątkach później), których szczególnie w bogatszych dzielnicach jest sporo. Ale już zobaczyć "tańszy" europejski samochód, jak Volkswagen, Opel czy Peugeot, jest bardzo trudno. Nie to, żeby nie dało się ich kupić, bo salony tych marek są. Ale ich klientami są raczej ekspaci z Niemiec czy Francji, którzy chcą mieć "krajowy" samochód.

Druga sprawa, że wszystkie auta mają najwyżej po kilka lat. Singapur ma bardzo restrykcyjne przepisy dotyczące wieku pojazdów, po ulicach jeżdżą tylko nieliczne starsze samochody zarejestrowane jako zabytkowe. Wszystkie pozostałe mają nie więcej niż 10 lat.

Co ciekawe, na ulicach tworzy się niewiele korków. Jest to możliwe nie tylko dzięki dobremu systemowi dróg, ale też przede wszystkim dzięki zdecydowanemu ograniczeniu liczby samochodów. Na 100 mieszkańców przypada tu tylko 20 samochodów, gdy nawet w Polsce jest to ok. 26 aut!

Singapurski rząd ściśle reguluje liczbę samochodów, sprzedając (na aukcjach!) limitowaną liczbę tzw. 'Certificate of Entitlement' czyli w zasadzie kawałków papieru uprawniających do kupna samochodu. Certyfikat kosztuje ok. 10 tys singapurskich dolarów (20 tys zł), ale to dopiero początek wydatków. Nabywca pojazdu musi się jeszcze liczyć z ok. 30% cłem, 110% opłatą za rejestrację i kilkoma innymi podatkami. W efekcie faktyczny koszt zakupu samochodu wartego np. 30 tys S$ (60 tys zl), to około 90 tys S$ (180 tys zł)!

I tak najtańsze nowe auto (chiński Chery QQ) można mieć za "jedyne" 30 tys. S$ (60 tys zł). Jak to pierwszy raz usłyszałem, nie mogłem uwierzyć. A na świeżo upieczonego kierowcę czekają jeszcze opłaty za jeżdżenie po centrum miasta, pobierane przez elektroniczne czujniki z karty umieszczonej w specjalnym urządzeniu na przedniej szybie no i opłaty za parking, który prawie wszędzie jest płatny (nawet w centrach handlowych!). I najdroższe w regionie paliwo (po cenach podobnych do polskich).

Nic więc dziwnego, że samochodami jeżdżą tu ludzie których naprawdę na to stać. Wielu jest takich, którzy kupują auta z wyższej półki. Stosunkowo często można więc zobaczyć Lamborghini, Porsche, Maserati, itp, szczególnie w dzielnicach zamieszkałych przez Europejczyków i Amerykanów. A pod lepszymi knajpami można zobaczyć np. dwa Lamborghini stojące obok siebie:



Wydaje mi się, że samochód dla wielu Singapurczyków jest głównie fanaberią, czy oznaką statusu. Z czysto finansowego punktu widzenia posiadanie auta ma niewielki sens (taniej jest nawet poruszać się codziennie taksówkami) a że wyspa jest nieduża, to nawet nie ma za bardzo gdzie tym autem pojechać :) Owszem, można wybrać się do Malezji, ale zawsze można w tym celu wynająć samochód. Jakbym miał tu mieszkać dłużej to chyba pogodziłbym się z rezygnacją z posiadania auta.

Wracając do taksówek, jest ich tu naprawdę sporo i są całkiem niedrogie, w porównaniu z Europą Zachodnią, czy nawet Polską (choć oczywiście w okolicznych krajach Azji jest taniej). Tzw. "trzaśnięcie drzwiami" kosztuje ok. 2,50 S$ (5 zł) a bazowa cena kilometra to tylko ok. 0.50 S$ (1 zł)!. Do tego dochodzi niestety sporo dopłat, jak za jazdę w godzinach szczytu, nocą czy podczas jazdy po centrum. Co ciekawe dodatkowo kosztuje także telefoniczne zamówienie taksówki - dlatego w centrum lepiej "złapać" taksówkę z ulicy. Generalnie jest to całkiem niedrogi środek transportu.



Większość taksówek to Toyoty Crown (powyżej) i nowsze Hyundaie Sonata (poniżej), różniące się kolorem, w zależności od korporacji.



Ale, co ciekawe, jest też jedna korporacja która posługuje się tylko i wyłącznie... Skodami Superb! Co ciekawe, auta pozbawione są znaczka Skody, ale sylwetkę samochodu rozpoznać nietrudno. Domyślam się, że Superby trafiły tu dlatego, że są autami niedrogimi, a aspirującymi do segmentu "luksusowych". I pewnie właśnie po to, by budować luksusowy wizerunek korporacji taksówkarskiej usunięto z aut znaczek producenta, który (jeszcze?) niekoniecznie kojarzy się z luksusem ;)

2 komentarze:

  1. Wczoraj czytałem, że Skoda jest czwartą największą firmą w Europie Środkowo-Wschodniej. Jest to o tyle znaczące miejsce, że w pierwszej dziesiątce było chyba 4 czy 5 firm energetycznych, z tego trzy polskie: Orlen, PGNiG i PGE ( o ile dobrze pamiętam).

    KRS

    OdpowiedzUsuń