wtorek, 10 lutego 2009

Malakka cz. 1

Jak zapowiadałem, dziś relacja z kolejnej wyprawy do Malezji - tym razem nieco dalej wgłąb kraju. Malakka to chyba najciekawsze historycznie miasto w tym kraju. Założone przez hinduskiego księcia na początku XV wieku szybko rozwinęło się w prężny port - jeden z największych w tej części świata. Nic dziwnego, że miastem zainteresowały się Europejskie mocarstwa. I tak, Malakka dostała się kolejno pod panowanie portugalskie, holenderskie i wreszcie brytyjskie. Dziś można tu więc spotkać potomków Portugalskich osadników, zobaczyć holenderski Stadthuys (ratusz) i doświadczyć wpływów brytyjskich. Jest tu też prężna do dziś społeczność chińska - wszystko to razem tworzy istny międzynarodowy tygiel.

Zwiedzanie zaczęliśmy od lokalnego Chinatown. Na ulicach były jeszcze noworoczne dekoracje (chiński nowy rok trwa dwa tygodnie - skończył się dopiero wczoraj), więc było kolorowo.



Domy Chińczyków są szczególnie ciekawe w środku (co można zobaczyć wchodząc do tych, które pełnią rolę sklepów bądź restauracji). Stojące w zabudowie szeregowej, wąskie i bardzo długie - nawet na kilkadziesiąt metrów - z kilkoma małymi wewnętrznymi dziedzińcami (tzw. studniami powietrznymi) w środku.



Mimo że nie mają klimatyzacji, jest w nich jest całkiem chłodno - widać że wspomniany system "studni" działa.



W chińskiej dzielnicy i jej okolicach widzieliśmy też wiele świątyń - są buddyjskie, hinduskie, a nawet meczet - kolejny dowód na wielokulturowość miasta.

Po spędzeniu dobrych kilku godzin w Chinatown zdaliśmy sobie sprawę, że minęła już ponad połowa naszego czasu, a wciąż nie byliśmy jeszcze w dzielnicy kolonialnej. Tak więc po krótkim postoju na zregenerowanie sił i płynów w lokalnym barze ruszyliśmy na druga stronę rzeki. Ciąg dalszy relacji dopiszę jutro, tymczasem poniżej zdjęcie ze wspomnianego baru - Matt, Ewa i ja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz