niedziela, 15 lutego 2009

Malakka cz. 2

Druga cześć relacji nieco spóźniona - lekko się rozchorowałem w połowie tygodnia i poza pracą nie starczyło mi już na nic siły. Ale już wracam do formy (pisarskiej mam nadzieję też ;) W poniższym wpisie jest więcej zdjęć - były robione aparatem Ewy, więc znacznie więcej na nich widać :)

Po drugiej stronie rzeki zaczyna się kompletnie inna cześć Malakki, zbudowana przez Holendrów (najpierw) i Brytyjczyków (później). Z czasów panowania Portugalskiego ostało się niewiele (przynajmniej w centrum miasta, bo kilka kilometrów dalej istnieje dotąd dzielnica Portugalska - niestety nie mieliśmy czasu, żeby ją odwiedzić)

Na początek przyjemny widoczek na główny plac starego miasta, Ratuszem i fontanną.



Obok fioletu budynków dominuje kolor zielony. Roślinności jest tu znacznie więcej niż w ściśle zabudowanym Chinatown. Upał był straszny, więc trochę mnie kusiło żeby wskoczyć do fontanny, ale chyba nie byłoby to dobrze widziane przez miejscowych ;) Szczególnie że fontanna, jak wszystko wokoło, wyglądała na zabytek.


W dalszej części miasta obejrzeliśmy kilka ruin zbudowanych przez Portugalczyków - kościół św. Pawła i bramę do twierdzy A Famosa. Niestety reszta twierdzy się nie zachowała, więc brama wygląda dosyć samotnie :)



Jak na miasto turystyczne przystało, Malakka posiada atrakcje "widokowe", i to aż dwie - diabelski młyn i wieżę. My jednak woleliśmy popatrzeć na miasto ze wzgórza, na którym stoi wspomniany wcześniej kościół.



Na koniec wycieczki przeszliśmy się jeszcze wzdłuż rzeki, robiąc po drodze kilka fotek, w szczególnie atrakcyjnych punktach widokowych ;)



Na zwiedzenie choć jednego z licznych miejscowych muzeów czasu nam już nie starczyło. Swoją drogą Malezyjczycy mają fioła na tym punkcie - naliczyłem w Malacce przynajmniej z 10 różnych muzeów, a nawet widziałem spory budynek mieszczący siedzibę... departamentu muzeów. Być kustoszem to tutaj chyba niezła fucha ;)

Na zakończenie wpisu tradycyjnie fotka miejscowego jedzenia. Kuchnia Chińczyków z Malakki jest ponoć dosyć wyjątkowa - łączy wpływy chińskie i malajskie. Zamówiłem jakąś potrawkę z mięsem i ziemniakami, z sosem o smaku niepodobnym chyba do niczego, co dotychczas jadłem. Specjalnie dobra nie była, ale zawsze to coś nowego.

5 komentarzy:

  1. Gratuluję przełomowej liczby 10 obserwujących :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ta potrawa to specjalnie dobrze też nie wygląda...

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki. Teraz do setki powinno już być z górki ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tadek... namawiam kolegów do czytania twojego bloga :D. Już niedługo będziesz gwiazdą !

    OdpowiedzUsuń
  5. Hehe, dzięki :) A co, interesują się architekturą w stylu tuszyńskim? ;) BTW, co/gdzie właściwie jest ten Tuszyn?

    OdpowiedzUsuń